
Nie warto obciążać się wyrzutami sumienia z powodu nadwyżki kalorii, którą otrzymaliśmy pewnie jako jeden ze „świątecznych prezentów”. Gdyby zawiesić je na magicznej szali, z drugiej strony wagi położyć spokój ducha, poczucie spełnienia i radość z rodzinnych spotkań, a do tego uświadomić sobie, że kalorii ubędzie nam zdecydowanie szybciej niż cudownych wspomnień, to problem kilograma czy dwóch więcej można skwitować popularnym zwrotem: - Oj tam, oj tam.
Ponieważ tegoroczne Boże Narodzenie pozostaje już w warstwie pamięci, a warstwy śniegu (cieniutkie) pokrywały tylko niewielką część Europy, wystarczy ciekawostkowo potraktować temat kalorii. Zamiast po raz tysięczny przypominać, że danie z morskiej ryby służy organizmowi lepiej niż ociekająca tłuszczem wieprzowina, a jabłko jest zdrowsze od makiełek i sernika, warto uświadomić sobie, czym tak naprawdę są te „wstrętne kalorie”.
Nazwa pochodzi od łacińskiego słowa calor i nie służy wcale do mierzenia grubości tkanki tłuszczowej, nie oznacza nawet naukowej jednostki energii, lecz kochanego, pożądanego przez wszystkich ciepła. Dopiero po rewolucji przemysłowej przełomu XVIII i XIX wieku ciepło zaczęto utożsamiać z energią. Najogólniej jedna kaloria (w skrócie cal) to ilość energii, która pozwala podgrzać pod ciśnieniem 1 atmosfery, 1 g czystej chemicznie wody o 1 stopień Celsjusza - od temperatury 14,5 do 15,5 stopnia.
Z jednej strony to dużo, jeśli przeliczać np. na kęsy jabłka przerabiane przez ludzki organizm. Z drugiej strony mało, biorąc pod uwagę jak wiele tej energii trzeba – do wprawiania naszego ciała w ruch, do funkcjonowania wszystkich organów, zwyczajnie do życia, bo kalorie potrzebne są również do przysłowiowego nic nie robienia.
Taka jedna kaloria jest dosłownie kropelką w morzu naszych potrzeb. Dlatego tym, co potocznie w rozmowach ze znajomymi nazywamy kaloriami, są w istocie kilokalorie (kcal) – ich tysięczne wielokrotności.
Dane o kaloryczności produktów żywnościowych dostępne są na ich opakowaniach i w dostępnych powszechnie tabelach kalorycznych. Ale podajmy przykładowe i przybliżone ilości energii, jaką spalamy wykonując różne czynności. Dla przejrzystości przyjmijmy 30 minut aktywności kobiety, ważącej 65 kilogramów: bieganie – 300 kcal, jazda na rowerze – 180 kcal, dynamiczny taniec – 200 kcal, jazda na nartach – 240 kcal, spacer – 130 kcal, pływanie – 210 kcal. Seks? To zależy...
- U mnie w domu panuje dosłownie terror szczupłej sylwetki - wyznała nam 29-letnia Kasia z Wrocławia. - Sama nie mam powodów do narzekania i wydaje mi się, że wyglądam nieźle. Zarówno moja mama, jak i teściowa są już kobietami koło pięćdziesiątki, a niektórzy biorą je za czterdziestki. Problem w tym, że przy wigilijnym stole obie patrzyły na mnie z ogromnym wyrzutem i wydawało mi się, że zapamiętują mi każdy kęs, każdą zjedzoną porcję. Do tego ciągłe uwagi, jak to łatwo przytyć i że powinnam się pilnować. No litości!
Piękna i wewnętrznej harmonii nie odbierze nam nawet kilkanaście tysięcy dodatkowych kalorii (ups, kilokalorii). Dlatego z czystym sumieniem, zamiast rozpaczliwego wylewania siódmych potów na siłowni, polecamy poświąteczny relaks i odzyskanie równowagi w SPA.
TH
redaktor@spa-info.pl